top of page

Czym dziś jest miłosierdzie?Widzieć więcej. Spotkać naprawdę. Odpowiedzieć miłosierdziem.

11 minut temu
6 minut(y) czytania

Miłosierdzie jest jednym z tych słów, które znamy niemal od dzieciństwa. Pojawia się w modlitwach, Ewangelii, nauczaniu Kościoła i codziennym języku. A jednak właśnie dlatego łatwo przestać pytać, co naprawdę oznacza. Czy miłosierdzie to pomoc komuś potrzebującemu? Przebaczenie? Wrażliwość na cierpienie? Wolontariat? A może jeszcze coś więcej – sposób patrzenia na drugiego człowieka?

Październik szczególnie sprzyja takiej refleksji. 5 października Kościół wspomina św. Faustynę Kowalską, której życie i duchowość mocno związały się z tajemnicą Bożego miłosierdzia. To również dobry moment, by spojrzeć na miłosierdzie przez trzy ważne pojęcia obecne w nauczaniu kolejnych papieży: „wyobraźnię miłosierdzia” Jana Pawła II, „kulturę miłosierdzia” Franciszka oraz „realizm miłosierdzia” Leona XIV.

Trzy określenia, trzy perspektywy, ale jedno zasadnicze pytanie: czy potrafimy jeszcze naprawdę zobaczyć drugiego człowieka?



Miłosierdzie zaczyna się od spojrzenia

Jan Paweł II w Novo millennio ineunte mówił o potrzebie „nowej wyobraźni miłosierdzia”. Nie chodziło mu wyłącznie o większą skuteczność pomocy, ale o zdolność stawania się bliźnim dla człowieka cierpiącego.

To rozróżnienie jest niezwykle aktualne. Można bowiem pomóc komuś, nie spotykając go naprawdę. Można przekazać pieniądze, żywność, ubrania czy inne potrzebne rzeczy, a jednocześnie pozostać bardzo daleko od człowieka, któremu pomagamy. Można wykonać dobry gest i nie zobaczyć osoby.

Wyobraźnia miłosierdzia zaczyna się tam, gdzie kończy się obojętność.

Wymaga zadania sobie pytania: czego ten człowiek naprawdę potrzebuje? Nie zawsze będzie to pomoc materialna. Czasem potrzebny jest czas, rozmowa, telefon, cierpliwość albo zwykła obecność. Czasem potrzebne jest coś jeszcze trudniejszego – zauważenie człowieka, którego inni przestali zauważać.

Współczesne cierpienie nie zawsze jest widoczne. Może mieszkać za drzwiami zadbanego domu. Może być ukryte za sukcesem zawodowym, uśmiechem w mediach społecznościowych albo codziennym „wszystko w porządku”. Samotność, kryzys relacji, uzależnienie, doświadczenie emigracji, brak poczucia przynależności, wykluczenie, utrata sensu czy starość przeżywana w ciszy – to także miejsca, w których potrzebne jest miłosierdzie.

Dlatego miłosierdzie wymaga wyobraźni. Trzeba nauczyć się dostrzegać to, czego nie widać na pierwszy rzut oka.


Nie wystarczy patrzeć. Trzeba spotkać

Franciszek rozwijał tę intuicję, mówiąc o kulturze miłosierdzia. W Misericordia et misera pisał o kulturze opartej na ponownym odkryciu spotkania z drugim człowiekiem – takiej, w której nikt nie patrzy obojętnie na cierpienie drugiego ani nie odwraca wzroku.

To słowo – spotkanie – ma ogromne znaczenie. Można bowiem widzieć i nadal pozostać obojętnym. Można wiedzieć, że ktoś cierpi, i nic z tym nie zrobić. Można nawet współczuć, ale nie pozwolić, aby cudze cierpienie stało się dla nas wezwaniem do działania.

Kultura miłosierdzia zaczyna się wtedy, gdy cudzy problem przestaje być wyłącznie „jego problemem”.

W rodzinie może to oznaczać, że zamiast powiedzieć: „Nie mam teraz czasu”, zatrzymamy się na chwilę przy dziecku, które chce coś powiedzieć. W małżeństwie może oznaczać rezygnację z potrzeby wygrania kolejnej dyskusji i próbę zrozumienia, dlaczego druga osoba reaguje właśnie w taki sposób. W parafii może oznaczać zauważenie osoby, która po Mszy zawsze stoi samotnie. Wśród sąsiadów – zwykłe pytanie skierowane do starszej osoby: „Czy mogę w czymś pomóc?”.

Na emigracji kultura miłosierdzia może mieć jeszcze jeden wymiar. Nowa rodzina, która przyjechała do obcego kraju, może potrzebować nie tylko informacji o parafii, szkole czy urzędzie. Może przede wszystkim potrzebować poczucia, że ktoś ją przyjmuje i że nie musi wszystkiego zaczynać sama.

Miłosierdzie jest więc bardzo konkretne. Nie zaczyna się od wielkich deklaracji. Zaczyna się od pytania: „Czy mogę być dziś trochę bliżej?”


Miłosierdzie potrzebuje czasu

W świecie przyspieszenia miłosierdzie może wydawać się czymś niepraktycznym. Wymaga przecież zatrzymania. A zatrzymanie jest dziś trudne. Telefon przypomina o kolejnych wiadomościach, praca czeka, dzieci mają swoje zajęcia, dom wymaga organizacji, a media społecznościowe pokazują nam cudze problemy szybciej, niż jesteśmy w stanie je przeżyć.

Możemy wiedzieć bardzo dużo o świecie i jednocześnie niewiele wiedzieć o człowieku siedzącym obok.

Jednym z największych wyzwań współczesnego miłosierdzia staje się więc odzyskanie uważności. Nie chodzi o to, aby rozwiązać wszystkie problemy świata. Nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Chodzi o to, aby nie przeoczyć człowieka, którego Bóg stawia właśnie na naszej drodze.

Miłosierdzie nie jest produktem gotowym do zastosowania. Nie istnieje jedna instrukcja, którą można zastosować w każdej sytuacji. Potrzebuje spotkania, rozeznania i osobistego zaangażowania. Dlatego jest wymagające. Wymaga nie tylko serca, ale także czasu.


Realizm miłosierdzia – widzieć świat bez złudzeń

W sierpniu 2026 roku Leon XIV, przemawiając podczas Meetingu Przyjaźni Między Narodami w Rimini, użył określenia „realizm miłosierdzia”. Przeciwstawił go „fałszywemu realizmowi”, który – jak mówił – zbroi umysły, słowa i narody. Wskazał jednocześnie, że także człowiek, który się nam sprzeciwia, pozostaje bratem lub siostrą, których trzeba spotkać w prawdzie.

To ważne, ponieważ miłosierdzie nie jest naiwnością.

Chrześcijańskie miłosierdzie nie mówi, że zła nie ma. Nie mówi, że krzywdy nie należy nazwać. Nie mówi, że nie trzeba chronić słabszych, stawiać granic czy domagać się sprawiedliwości.

Przeciwnie. Miłosierdzie potrzebuje prawdy.

Można powiedzieć: „To było złe”, a jednocześnie nie powiedzieć: „Ty jesteś wyłącznie złem”. Można domagać się odpowiedzialności, nie żywiąc pragnienia zemsty. Można sprzeciwiać się niesprawiedliwości, nie odmawiając drugiemu człowiekowi jego godności.

Właśnie dlatego „realizm miłosierdzia” jest pojęciem wymagającym. Nie pozwala ani zamknąć oczu na zło, ani uznać, że człowiek na zawsze musi pozostać więźniem swojego błędu.

Realizm miłosierdzia oznacza więc widzenie rzeczywistości bez złudzeń, ale także bez rozpaczy. Nie pomniejsza zła, lecz nie uznaje go za niezwyciężone. Nie usuwa sprawiedliwości, ale uwalnia ją od logiki zemsty. Nie oznacza pobłażliwości, lecz sprzeciw wobec przekonania, że jedyną odpowiedzią na przemoc musi być kolejna przemoc.


Miłosierdzie w rodzinie

Rodzina jest jednym z pierwszych miejsc, w których człowiek uczy się miłosierdzia. Nie podczas wielkich akcji, ale w codzienności.

Dziecko uczy się go wtedy, gdy rodzic potrafi przeprosić. Małżonkowie – kiedy po konflikcie szukają drogi powrotu do rozmowy. Rodzeństwo – kiedy potrafi podać sobie rękę mimo wcześniejszej kłótni.

Miłosierdzie w rodzinie nie oznacza zgody na wszystko. Nie oznacza rezygnacji z granic ani przemilczania krzywdy. Oznacza natomiast pamięć, że relacja nie powinna być budowana na potrzebie ciągłego zwyciężania nad drugim człowiekiem.

Czasami najbardziej miłosiernym zdaniem nie jest „masz rację”, ale „porozmawiajmy jeszcze raz”. Czasami nie „zapomnę o tym”, lecz „nie chcę, żeby ta krzywda zniszczyła naszą relację”. Czasami zaś miłosierdzie oznacza umiejętność powiedzenia „nie” – ale bez poniżania, pogardy i nienawiści.

W tym sensie miłosierdzie jest szkołą dojrzałych relacji.


Miłosierdzie na emigracji ma twarz człowieka

Szczególnego znaczenia nabiera to w życiu rodzin żyjących poza Polską. Emigracja może być doświadczeniem wielkiej szansy, ale może również oznaczać samotność, rozdarcie między krajami, tęsknotę, problemy językowe i poczucie, że człowiek jest „pomiędzy”.

Dlatego wspólnota polonijna może być miejscem kultury miłosierdzia. Nie tylko wtedy, gdy organizuje pomoc, ale również wtedy, gdy tworzy przestrzeń, w której człowiek może powiedzieć: „Tutaj ktoś mnie zna. Tutaj ktoś mnie słucha. Tutaj nie jestem sam.”

Kościół, szkoła polonijna, stowarzyszenie, grupa rodzin czy zwykła sąsiedzka znajomość mogą stać się miejscami, w których miłosierdzie otrzymuje bardzo konkretny kształt.

Czasem będzie to wolontariat. Czasem wspólna kawa. Czasem pomoc w wypełnieniu dokumentów. Czasem zaproszenie nowej rodziny na obiad. A czasem tylko jedno zdanie: „Jeśli będziesz czegoś potrzebować, zadzwoń”.

Tak wygląda miłosierdzie, kiedy schodzi z poziomu idei do poziomu życia.


Od wyobraźni do kultury, od kultury do realizmu

Te trzy papieskie intuicje można odczytać jako trzy wymiary dojrzewania miłosierdzia.

Wyobraźnia miłosierdzia uczy nas dostrzegać. Kultura miłosierdzia uczy nas spotykać. Realizm miłosierdzia uczy nas odpowiadać na rzeczywistość bez nienawiści i bez złudzeń.

Najpierw trzeba zobaczyć człowieka. Potem naprawdę go spotkać. A następnie podjąć odpowiedzialność.

To właśnie dlatego miłosierdzie nie może być jedynie październikowym tematem, akcją charytatywną czy pojedynczym gestem. Jest sposobem patrzenia, sposobem mówienia, sposobem reagowania i sposobem budowania rodziny oraz wspólnoty.


Miłosierdzie, które ma ręce

Miłosierdzie nie powinno zatrzymywać się na emocjach. Możemy wzruszyć się historią człowieka w potrzebie. Możemy napisać piękny tekst. Możemy powiedzieć, że świat powinien być lepszy.

Ale miłosierdzie zaczyna się wtedy, gdy nasze ręce robią coś, czego wcześniej nie robiły.

Dzwonią. Pomagają. Gotują. Odwiedzają. Słuchają. Przebaczają. Pracują. Towarzyszą.

Miłosierdzie ma więc swoją duchowość, ale ma także ręce, nogi, czas i konkretną obecność.

Być może właśnie dlatego pozostaje jednym z największych wyzwań chrześcijańskiego życia. Łatwo jest mówić o miłosierdziu. Znacznie trudniej pozwolić, aby zmieniło sposób, w jaki patrzymy na ludzi.

Czym więc dziś jest miłosierdzie?

Być może odpowiedź jest prostsza, niż nam się wydaje.

Miłosierdzie to widzieć więcej niż sytuację. Spotkać więcej niż problem. I odpowiedzieć więcej niż słowem.

Widzieć człowieka, a nie tylko jego trudność. Spotkać osobę, a nie tylko „przypadek”. Pomóc tak, aby nie odebrać godności. Przebaczyć, nie udając, że krzywdy nie było. Domagać się sprawiedliwości, nie karmiąc się zemstą. Budować relacje tam, gdzie łatwiej byłoby postawić mur.

I każdego dnia pytać nie tylko: „Co mogę zrobić?”, ale także:

„Kogo dzisiaj mogę naprawdę zobaczyć?”

Może właśnie od tego zaczyna się współczesna wyobraźnia, kultura i realizm miłosierdzia.

Od spojrzenia.

Od spotkania.

Od obecności.

A potem od konkretnego gestu, dzięki któremu drugi człowiek może choć przez chwilę poczuć, że nie jest sam.

Komentarze


Post: Blog2_Post
familiaris-white-text.png

Kontakt

Familiaris e.V.

info@familiaris.org

+49 17670053847

Elsa Brändström Strasse 21 a
79111 Freiburg im Breisgau

Przydatne linki

Współpraca projektowa

2. Stopka.png
  • Facebook

Informujemy, że Stowarzyszenie Familiaris otrzymało dofinansowanie ze środków Kancelarii Senatu RP w ramach konkursu ofert na realizację zadań publicznych z zakresu opieki Senatu RP nad Polonią i Polakami za granicą „Forum inspiracji polskiej. Warsztaty edukacyjne”.

Dofinansowanie zostało przyznane na realizację działania pn. „Świat uczuć Emi i Gracji – spotkania dla dzieci dwujęzycznych”.
Kwota dotacji: 46.000,00 PLN
Całkowity koszt działania: 52.000,00 PLN
Data podpisania umowy: lipiec 2026 r.

Projekt jest realizowany przez Stowarzyszenie Familiaris we współpracy z Fundacją Wolność i Demokracja.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

​

created with ❤️ by familiaris

©2025 by familiaris

bottom of page