top of page

Ja, choleryk, biorę Ciebie flegmatyczkę za żonę i ślubuję Ci… – czyli słów kilka o tempe

Kiedy przed laty wstępowaliśmy z Moniką w związek małżeński, mieliśmy za sobą kurs dla narzeczonych, liczne wysłuchane audycje, rekolekcje i konferencje związane z przygotowaniem do małżeństwa. Przez lata obserwowaliśmy własnych rodziców, otoczenie, oglądaliśmy filmy. Mogłoby się wydawać: byliśmy w miarę przygotowani. Dziś wiem, że zabrakło wtedy kogoś, kto by z nami poruszył jeszcze jeden ważny temat. A biorąc pod uwagę ile małżeństw i po jakże przygnębiająco krótkiej walce się dzisiaj rozpada, także ja sam tym właśnie tematem chętnie zajmuję się, gdy mam przygotowywać do małżeństwa innych. To zagadnienie temperamentów.

Nauka wyróżnia cztery podstawowe temperamenty: towarzyski sangwinik, perfekcyjny melancholik, energiczny choleryk i spokojny flegmatyk. Po szczegóły związane z każdym z tych temperamentów odsyłam Ciebie czytelniku do innych obszernych źródeł. Na potrzeby tego artykułu ograniczę się może tylko do takiej oto konstatacji, że przesądzają one o zachowaniach człowieka w najprostszych codziennych sytuacjach. Z Moniką poznaliśmy je dopiero w ramach pewnych wakacyjnych rekolekcji, po kilku latach małżeństwa. Ach, ileż łez, nerwów, rozczarowań, posądzania partnera o podstępne ukrywanie choroby psychicznej, latających przedmiotów (wspomnienie lecącego garnka, rzuconego z całą precyzją, towarzyszy nam do dziś) oraz innych nieprzyjemności mogliśmy sobie oszczędzić, gdyby ta bezcenna wiedza stała się naszym udziałem najpóźniej w narzeczeństwie. Ale nie tylko małżeństwo, bo także inne relacje w rodzinie, w pracy, w sąsiedztwie inaczej by wyglądały, gdyby tylko bardziej świadomie patrzeć na znaczenie temperamentu. Stąd tak, jak wtedy ta nowa zdobyta wiedza wydawała nam się wstrząsającym, niemal epokowym odkryciem, tak dziś, jako już bardziej doświadczeni małżonkowie próbujemy wstrząsać innymi, którzy temperamentu jako potencjalnego źródła swoich małżeńskich trudności nie dostrzegają. Przejdźmy do przykładów, by pokazać skalę problemu.

Kiedy mąż choleryk w sobotni poranek podrywa się na równe nogi i ściąga ze swojej żony kołdrę by i ona przestała się bez sensu wylegiwać i wzięła za jakąś pożyteczną robotę, to nie wynika to z jego zaburzeń czy, co gorsza, złośliwości tylko właśnie z temperamentu – choleryk jest stworzony do działania i oczekuje od najbliższych podobnego podejścia. Podobnie, nie kwalifikuje się do leczenia żona tego choleryka, temperamentem melancholik, która kołdrę z powrotem wciągnie na siebie (w końcu jest sobota!), za to gdy już rozpocznie dzień, będzie chciała zaplanować ten weekend co do minuty, a następnie zabierze się za sprzątanie już względnie ogarniętego salonu z myślą o niedzielnej wizycie Kowalewskich. Wprawdzie ich wizyta to dla choleryka dopust boży, wszak Kowalewski będzie pewnie tradycyjnie robił dużo szumu, w opowieściach koloryzował, przytłaczał sypanymi jak z rękawa dowcipami i ogólnie zachowywał się jak gwiazda programu rozrywkowego. Pozostali nie muszą jednak wcale zastanawiać się, od kiedy ma te objawy albo pod wpływem jakich używek przybył – to po prostu sangwinik. Natomiast Kowalewska to wprawdzie osoba, która zawsze cierpliwie bez przerywania wysłucha, jest jednak, przynajmniej z punktu widzenia choleryka, niezwykle bierna, żeby nie powiedzieć – skrajnie leniwa. Są to cechy znamionujące flegmatyka, osobę powolną w działaniu, która jest w stanie włożyć mnóstwo wysiłku w to, żeby nic nie robić a decyzje odsuwać w nieskończoność. Na szczęście,

flegmatyczna Kowalewska całkiem nieźle dogaduje się z gospodynią spotkania, perfekcyjną melancholiczką, bądź co bądź obie mają skłonność do głębokiego analizowania. Jeśli więc obie pary na jakimś etapie życia interesowały się temperamentami i ich wpływem na relacje międzyludzkie, to jest duża szansa na całkiem udane spotkanie tych jakże różnych ludzi. A jeśli cechy związane z temperamentem były im obojętne, to być może gospodarze nikogo nie zaproszą, bo mieszkają osobno, a Kowalewscy nie przyjdą, bo są dawno rozwiedzeni.

Oczywiście, sama wiedza z punktu widzenia relacji nie jest celem a tylko środkiem do celu. Wiedza o tym, co dany temperament implikuje ma otwierać pole do działania, pracy nad sobą. I tak: choleryk powinien ograniczać swoją porywczość, niecierpliwość czy wręcz niekiedy obcesowość, podczas gdy flegmatyk może narzucać sobie pewne zdecydowanie w działaniu i w ogóle chęć do jakiegokolwiek działania. Melancholik, który powściągnie swoją skrupulatność, może oszczędzić sobie wielu nieprzyjemności z mężem sangwinikiem, sangwinik zaś nie popełni błędu, jeśli zapanuje nad nieodpartą chęcią brylowania w towarzystwie czy zacznie poważnie traktować swoje zobowiązania, choćby domowe obowiązki, nawet gdy rozwieszenie prania czy umycie podłogi na pozór pozbawione jest elementu zabawy.

I ten artykuł kieruję właśnie do tych współczesnych narzeczonych i do par małżeńskich, które przeżywają trudności albo są na takie skazani tylko dlatego, że na etapie przygotowania do małżeństwa nie trafili na kogoś w temacie zorientowanego, kto by ich wiedzę pogłębił (ot, choćby zrobił z nimi odpowiedni test), kto by wskazał na czyhające niebezpieczeństwa czy w kryzysie wspólnie z nimi odnalazł prawdziwe źródło problemu w relacjach. Naturalnie, ta cenna wiedza o temperamentach wychodzi daleko poza relacje ​li tylko małżeńskie; ogromnie przysłuży się ona także np. cholerycznemu ojcu, który nie umie rozmawiać ze swoim flegmatycznym synem – z niezrozumiałych bowiem dla ojca przyczyn podniesiony głos ojca na takiego syna nie działa, a nawet powoduje efekt odwrotny do zamierzonego. Podobnie, dla matki-melancholika jej syn-sangwinik będzie nie lada wyzwaniem; tego typu temperament, szczególnie skierowany na to, żeby we wszystkim był zawarty pierwiastek zabawy i rozrywki, może się zamanifestować już na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Zaświadczam o tym osobiście jako ojciec sangwinika, który od maleńkości jest zawsze rozpromieniony, dowcipkuje, rwie się do tańca i płatania figli rodzeństwu; wprawdzie w przedszkolu jest on z miejsca uwielbiany, jednak w domu rodzinnym jego życiowe motto “czy już wszyscy dobrze się bawimy?” opisuje dzieciaka na dłuższą metę mocno absorbującego, szczególnie dla uporządkowanej i głębokiej matki-melancholiczki.

Jako że oboje z żoną Moniką zaangażowani jesteśmy w poradnictwo w ramach Familiaris, a wpływ temperamentu na relacje małżeńskie i rodzinne mamy przećwiczony nie tylko na sobie nawzajem ale i na piątce naszych dzieci, chcemy w sposób szczególny zwracać uwagę par właśnie na ten aspekt w relacjach. Ta mała rzecz może w naszym przekonaniu wielu małżeństwom zwyczajnie poprawić jakość życia a rodziny w trudnościach uratować przed kryzysem czy rozpadem.

Witold Horoch / koordynator poradni wychowawczej

0 wyświetleń0 komentarzy

Powiązane posty

Zobacz wszystkie

Comments


Post: Blog2_Post
bottom of page