top of page

Biegła znajomość języków – czyli języki miłości podstawą dobrej relacji

Pozytywny odbiór mojego artykułu na temat temperamentów, który ukazał się w marcowym numerze Naszego Słowa motywuje mnie do pójścia za ciosem, a jest to cios wymierzony w źródła małżeńskich (i nie tylko!) trudności. Dziś będzie więc o zagadnieniu nie mniej ważnym niż ludzkie temperamenty, takim, o którym rzadko się wspomina nawet na kursach dla narzeczonych. A szkoda, bo znajomość języków miłości, które niniejszym biorę na warsztat, to rzecz tak samo niezbędna w małżeństwie, jak znajomość języków obcych w pracy tłumacza czy dyplomaty. Pewna mężatka Basia z radosną niecierpliwością oczekiwała na dzień dwudziestej rocznicy ślubu. Niecierpliwa była tym bardziej, im bardziej pochłonięty jakimiś tajemniczymi przygotowaniami był jej mąż. Ten, zwykle w wolnym czasie oddający się wędkarstwu i majsterkowaniu, nagle w ostatnich dniach zintensyfikował swoje kontakty ze światem zewnętrznym, uciekał na poddasze, by w spokoju zatelefonować, do rana siedział przed komputerem, ba, nawet ustalał coś ważnego ze swoim konsultantem w banku. Był przy tym tradycyjnie tajemniczy, zupełnie jak wtedy gdy przed laty ją zdobywał. Basia szalała z ciekawości i w głowie już układała sobie obrazy ich dwojga w długiej romantycznej podróży dookoła świata, z dala od dzieci i codziennego zgiełku, w atmosferze niekończących się rozmów (ach, jakże tego pragnęła!) na plaży, w samolocie, w tropikach. W końcu mąż dobrze zarabiał i często miał niebanalne pomysły na to, by swojej żonie okazać uczucie. Była więc w niej wielka nadzieja, że tej rocznicy długo nie zapomni.

Faktycznie zapamiętała ją na długo, choć niekoniecznie pozytywnie. Gdy już nadszedł TEN DZIEŃ, Władek przywitał ją w sypialni kwiatami, zaprosił na śniadanie a przed deserem, nie przedłużając rozmowy pociągnął do okna w salonie. Za oknem widok jak zwykle, z tą różnicą, że zamiast jej starego VW tym razem przed domem stał niebieski, błyszczący crossover marki Lexus. “To nowe auto to twój rocznicowy prezent ode mnie kochanie. Wszystkiego najlepszego!”. Basia umiarkowanie się ucieszyła. Zastanawiała się nawet, czy wszystko z nią w porządku, w końcu mąż na pewno bardzo się postarał a ją właśnie powoli dopada przygnębienie. Koleżankom z klubu fitness o mało oczy nie wyszły z orbit gdy zobaczyły, czym przyjechała. Gratulowały i zazdrościły takiego cudownego męża, nie do końca rozumiejąc jej apatię. Sam Władek także spodziewał się po żonie o wiele więcej entuzjazmu. Ale entuzjazmu nie było I być nie mogło, bo jak się okazało ci dwoje mają zupełnie inne języki miłości, a więc sposoby, na jakie sami okazują i pragną by im okazywać przywiązanie i uczucie. Gary Chapman wyróżnia tych języków pięć, są to: dotyk, praktyczna pomoc, podarunki, spędzanie ze sobą wspólnego czasu oraz afirmacja. Gołym okiem widać, że Władek właśnie poprzez prezenty najchętniej komunikuje żonie swoje uczucia. Jednak nie zainteresował się tematem wcześniej i tym razem nie trafił. Bo językiem miłości Basi nie są podarunki; jest nim czas, który mąż przeznaczyłby tylko dla niej, gesty czułości oraz komplementy. W tym sensie, Basia jest przykładowo znakomitą przełożoną – umie wyrazić uznanie swoim współpracownikom. Nie to, żeby Władek był w tym małżeństwie zawsze wniebowzięty. Cóż bowiem z tego, że Basia nigdy nie szczędziła mu dotyku i pochwał, gdy on o wiele bardziej oczekiwał pomocy w domowych obowiązkach, których przy trójce dzieci nigdy nie brakuje. Także upominki bardzo by go do żony zbliżyły, jednak zamiast tego mógł liczyć na niekończące się rozmowy, czyli dokładnie to, czego jako choleryk najmniej potrzebował. Przed Basią i Władkiem kolejne lata i być może cudowna kolejna rocznica ślubu, rozpoczęta pieszczotami i rozpakowywaniem wielkiego pudła z prezentem od żony, zakończona wspólnym sprzątaniem domu i rozmową do późnej nocy. Jeśli tylko przeczytali ten artykuł.

Witold Horoch / koordynator poradni wychowawczej

1 wyświetlenie0 komentarzy

Powiązane posty

Zobacz wszystkie

Comments


Post: Blog2_Post
bottom of page